Avengers – będzie się działo!

Michał Wiśniewski, w czasach największej popularności jego zespołu “Ich Troje”, zakończonych wysokim miejscem podczas konkursu Eurowizji, wykrzykiwał na scenie raz po raz słowa “Keine Grenzen”, których tłumaczenie umieszczone zostało w tytule tego akapitu. Anthony i Joe Russo, urodzeni w Stanach Zjednoczonych, najwidoczniej namiętnie słuchali piosenki eurowizyjnej czerwonowłosego wokalisty, bowiem najnowszy wyreżyserowany przez nich film, kolejna część serii inspirowanej komiksami Marvela “Avengers: Wojna bez granic”, pokonuje wszelkie możliwe granice. Bracia Russo stworzyli dzieło, które wydawać by się mogło niemożliwe. Wszyscy bohaterowie poprzednich filmów nareszcie spotykają się, łącząc siły przeciwko potężnemu i inteligentnemu Thanosowi, który wierzy, iż ma prostą receptę na wyeliminowanie wszelkich problemów, z którymi boryka się wszechświat – eliminacje połowy istot egzystujących w całym kosmosie. Powstrzymanie go wymaga współpracy wielu bohaterów, bo nawet w najlepszej formie najsilniejsi z Avengersów nie mają szans w starciu z Thanosem.

Finałowe odlicznie

Unicestwienie połowy istot żywych dla tyrana Thanosa jest proste jak pstryknięcie palcami – i to dosłownie. Musi jedynie zebrać wszystkie Kamienie Nieskończoności i umieścić na rękawicy, w którą odziana dłoń wykona ostateczne pstryknięcie. Zdobycie kolejnego z pięciu Kamieni przybliża go do wykonania planu. Thanos nie zważa na koszta osiągnięcia planu, w którego pomyślność i przydatność wierzy najbardziej na świecie. Idąc po trupach do celu, musi liczyć się ze sprzeciw tych, których podziwialiśmy w indywidualnych historiach, a którzy teraz dołączą do Avengersów. “Avengers: Wojna bez granic” to film trwający niemal dwie i pół godziny, gdzie występuje wiele z ulubionych marvelowskich herosów, akcja, walki, momenty zadumy i wstawki humorystyczne spotykamy w każdej sekundzie filmu, a po obejrzeniu zadamy sobie jedno i to samo pytanie: “kiedy następna część?”